środa, 10 lutego 2016

WŁADYSŁAW JANISZEWSKI ( 1892 - 1969 )

       Najtrudniej pisać o najważniejszej osobie w mim życiu, którą znałam i z którą mieszkałam przez 24 lata. Jest tak wiele informacji i równocześnie tak wielu brakuje, bo nie zapytałam w odpowiednim czasie. Postaram się jednak opisać jego życie z mojej perspektywy i wiedzy jaką teraz posiadam z zamiarem uzupełniania informacji w miarę ich pozyskiwania. Zamieszczę także skany metryk i nieliczne zdjęcia jakie mi pozostały.
       Mój tata urodził się jako trzecie dziecko Jana i Stanisławy z Lachowiczów Janiszewskich w Głownie w dniu 18 kwietnia 1892 roku o godzinie 6 rano. Chrzest jego został zapisany w akcie nr 28 z dnia 24 kwietnia 1892 roku.
Przetłumaczyłam ten akt:

28.Głowno. Działo się w miasteczku Głowno 12(24) kwietnia 1892 roku o godzinie 3 po południu. Stawił się osobiście Jan Janiszewski szewc 27 lat liczący w Głownie zamieszkały w przytomności Jana Majewskiego 45 lat i Mateusza Janiszewskiego 65 lat liczących obu szewców z Głowna i okazał nam dziecię płci męskiej oświadczając, że urodziło się w Głownie 6(18) kwietnia tego roku o godzinie 6 rano z jego prawowitej żony Stanisławy z Lachowiczów 26 lat liczącej. Dziecku temu przy chrzcie świętym dziś udzielonym przez Księdza Franciszka Anusz administratora tutejszej parafii dano imię Władysław, a chrzestnymi jego byli wyżej wymieniony Jan Majewski i Apolonia Janiszewska. Akt ten zgłaszającemu i świadkom nie umiejącym pisać przeczytany my tylko podpisaliśmy.

Z tego aktu dowiedziałam się, że świadkiem chrztu był dziadek mego taty Mateusz Janiszewski, którego nieco odmłodzono do aktu ponieważ miał już ukończone 66 lat i podobnie ojciec dziecka był nieco starszy bo miał ukończone 28 lat. Wiek matki był zgony z metryką jej urodzenia. Dowiedziałam się także, że matką chrzestną mego taty była Apolonia Janiszewska przyrodnia siostra mego dziadka i córka Mateusza Janiszewskiego z jego drugiego małżeństwa z Wiktorią Wasielewską, która miała wówczas 23 lata. Jak ustaliłam na podstawie metryk Apolonia w 1893 roku wyszła za mąż za Jana Paszkiewicza i była matką Wiktorii, która wyszła za mąż za st.felczera z Głowna Józefa Sujkę, a ich córką była Wacława z Sujków Rydzyńska, autorka wielu książek o Głownie, w którym nadal mieszka.
Mój tata wychował się w licznej rodzinie bo jak ustaliłam na podstawie metryk babcia urodziła 11 dzieci, których do dorosłości przeżyło sześcioro, ale jak wspominał tata urodziło się dwanaścioro dzieci i mój dziadek musiał być dobrym szewcem skoro utrzymał tak liczną rodzinę i w dodatku wybudował dom przy rynku w centrum Głowna. Pierwszy syn i brat mego taty zmarł w dzieciństwie i  tata został najstarszym synem, którego rodzice postanowili wykształcić i zapewnić mu lepszy status społeczny. Moja babcia Stanisława Janiszewska miała wujka Jana Galskiego ( brata jej matki Florentyny), który był pisarzem gminnym i pragnęła takiego zawodu dla swego syna. Jak wspominał mój tata uczył się w Głownie i spełniając te marzenia rodziców już w 1912 roku został pomocnikiem pisarza gminnego, a praktykę tę odbywał w Ujeździe, gdzie po 35 latach zamieszkał w 1948 roku z nakazem pracy jako sekretarz gminy i urzędnik stanu cywilnego. Niestety nie udało mi się jeszcze odzyskać dokumentów mego taty jakie złożył w ZUS przechodząc na emeryturę, ale jeszcze mam nadzieję na uzupełnienie tych danych dotyczących jego wykształcenia i przebiegu pracy zawodowej do 1939 roku.
Jedynym zdjęciem taty jakie mam z okresu sprzed 1939 rokiem jest to poniżej, gdzie tata w stroju kąpielowym stoi nad brzegiem rzeki Mrogi w Głownie. Nie potrafię dokładnie określić jego wieku, ale na podstawie wyglądu i kondycji jaką miał wówczas sądzę, że miał ok 45 lat czyli datuję ok 1835 roku.
Mój tata miał jeszcze dwóch młodszych braci Antoniego i Klemensa oraz trzy siostry, ale po śmierci ich ojca Jana Janiszewskiego w 1924 roku, to na moim tacie i jego starszej siostrze spoczął obowiązek opieki nad babcią oraz młodszym rodzeństwem i nie mógł myśleć o założeniu oraz utrzymaniu rodziny.
Wiem ze wspomnień mojego taty, że jego ulubioną rozrywką była gra w brydża i preferansa oraz polowania, a wyżeł do polowań na ptaki Lord mieszkał z nami jeszcze w Ujeździe do ok 1950 roku. Pamiętam broń myśliwską mego taty, która wisiała w schowku i była także pewnym zabezpieczeniem w tych trudnych czasach, bo mieszkaliśmy w mieszkaniu służbowym na terenie gminy.
Wracając do dzieciństwa mego taty to uczył się wyłącznie po rosyjsku gdyż Głowno znajdowało się pod zaborem rosyjskim. Doskonale znał wiersze Puszkina i Mickiewicza, więc gdy chorowałam jako dziecko nosił mnie na rękach i zabawiał wierszami mówionymi po rosyjsku. Uwielbiałam jego bliskość, miłość i opiekę oraz fascynowały mnie te dziwnie brzmiące wiersze, których szybko nauczyłam się na pamięć. To właśnie memu tacie zawdzięczam tak dobrą znajomość tego języka, że nawet po pół wieku bez trudu tłumaczę rosyjskojęzyczne metryki.
Znając mego tatę z jego pracowitości i zdolności wiem, że świetnie opanował prawo, którego znajomość była niezbędna przy pracy urzędnika oraz buchalterię i finanse budżetowe. W okresie przedwojennym był jednym z organizatorów Kasy Pożyczkowej w Bratoszewicach i za jej prowadzenie otrzymywał ok 100 zł miesięcznie. Ze wspomnień taty wiem, że w sprawach prawnofinansowych spotykał się z hrabią Ostrowskim w czasie przed I wojną Światową w Ujeździe oraz przed II wojną światową z hrabią Rzewuskim w Bratoszewicach, ale ja najbardziej pamiętam jak po 1948 roku pomagał młynarzom i piekarzom przed zabraniem ich młynów i piekarni. Doskonale wiedział, że analfabeci partyjni jacy rządzili Polską zniszczą podstawy żywienia ludności. Z okresu przedwojennego mam dwa zdjęcia mego taty z rowerem, bo takim pojazdem poruszał się na terenie gminy.


W czasie okupacji hitlerowskiej Bratoszewice znalazły się przy granicy Rzeszy i Generalnej Guberni i były miejscem bezustannych akcji przemytniczych, a szmuglowano żywność, broń i ludzi. Dla wielu z powodów politycznych i rasowych ratunkiem były dokumenty wystawiane przez gminnych urzędników z Bratoszewic i równocześnie żołnierzy AK , a byli to mój tata Władysław Janiszewski i Józef Ciesielski prowadzący urząd ewidencji ludności. O tej działalności mego taty dowiedziałam się dopiero z książki pani Alicji Król-Kamińskiej " Z dziejów Bratoszewic" wydanej w 2008 roku oraz ze wspomnień Tadeusza Białasa o jego ojcu Władysławie Białasie komendancie Kedywu AK Głowno. W 2014 roku przeczytałam i kupiłam książkę oraz opracowanie Tadeusza Białasa " Z rodzinnego archiwum", aby naocznie sprawdzić zawarte w nich zapisy dotyczące mego ojca, bo oczywiście ze względu na moje bezpieczeństwo za czasów PRL nigdy mi tata o tym etapie swego życia nie opowiadał. Materiały na temat działalności mego taty w AK w czasie wojny zostały zebrane już po jego śmierci przez Komisję Historyczną do Spraw AK przy ZBOWiD w Łodzi z 19 stycznia 1970 r. A to strona 116 i 117 wyżej wspomnianej książki wraz z pismem podpisanym przez mego tatę:


Z okresu okupacji mam zdjęcie mego taty stojącego przed budynkiem gminnym w towarzystwie kogoś kogo nie znam. Nasze mieszkanie służbowe znajdowało się w tym samym budynku.

W 1943 roku moja matka została wdową po adwokacie Józefie Czodrowskim, którego hitlerowcy zamknęli i w ciągu kilku miesięcy uśmiercili w Obozie Koncentracyjnym na Majdanku w Lublinie i przyjechała do brata, którego Niemcy wysiedlili z rodziną z Bydgoszczy do Skierniewic. Pod koniec 1944 roku moi rodzice poznali się w cukierni w Skierniewicach, gdzie tata przebywał ze znajomymi i była to podobno miłość od pierwszego wejrzenia, bo jak matka wspominała powiedział: Ja się z panią ożenię, co jak wiem się urzeczywistniło rok później. Zbliżał się front i krążyły wieści o przerażających aktach gwałtów na polskich kobietach jakich dopuszczali się sowieccy żołnierze i mój tata znając biegle język rosyjski postanowił temu zapobiec. Rosyjski major został zakwaterowany w gminie i żołnierze w budynkach gospodarczych, a moja ciocia, starsza siostra taty, gotowała im gary ziemniaków do których dodawali tłuszcz z puszek. Mój tata tak dobrze znał rosyjski, że świetnie dogadywał się z tym majorem i zadbał aby dopilnował żołnierzy i zapewnił spokój Bratoszewicom. Ów żołnierz sowiecki zapałał taką sympatią do mego taty, z którym mógł się swobodnie porozumieć, że obiecał odwiedzić go w Bratoszewicach w drodze powrotnej spod Berlina. Rodzice wzięli ślub w imieniny taty czerwcu 1945 roku, a ja urodziłam się już w październiku w klinice Łodzi, no a ten major sowiecki, który właśnie wracał do ZSRR przewiózł mego tatę, matkę i mnie wojskowym gazikiem z Łodzi do Bratoszewic, bo na drogach do Łodzi było bardzo niebezpiecznie.
Oto akt ślubu moich rodziców:
Moim chrzestnym został chrzestnym został Żyd z Łodzi o nazwisku Wilken, któremu mój tata wyrobił dokumenty ratujące życie i który w Bratoszewicach przeszedł na katolicyzm. Ja nigdy go nie widziałam i tylko moja matka w czasie wizyt w Łodzi widziała go przygnębionego powojenną sytuacją w Polsce.
 Powojenne życie mego taty opiszę w następnym poście.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam wszystkich komentujących treści tego bloga, a szczególnie powiązanych rodzinnie