poniedziałek, 12 września 2016

Metryki rodziny Jana i Stanisławy z Lachowiczów Janiszewskich

W związku z awarią komputera tworzę pliki metryk poszczególnych rodzin Janiszewskich, a następnie będę dokonywała opisów tych rodzin.
Jest to akt ślubu moich dziadków Jana Janiszewskiego i Stanisławy Lachowicz z 9 lutego 1887 r w Głownie. Na akcie podpisał się także ojciec mojej babci Józef Lachowicz, który był kowalem i żył jeszcze w 1914 roku bo znalazłam jego ponowny ślub w Łodzi po śmierci żony Florentyny z Galskich Lachowiczowej.
Akt urodzenia pierwszego dziecka dziadków w dniu 4 listopada 1887 r w Głownie. Był to syn Edmund Karol Janiszewski, a chrzestnymi byli Aleksander Galski kupiec z Warszawy wujek mojej babci  i Felicja Lachowicz siostra mojej babci. Świadkiem chrztu był mój pradziadek, a dziadek tego dziecka Mateusz Janiszewski, który miał wówczas 62 lata i nadal płodził dzieci z młodą drugą żoną.
Jest to akt zgonu pierwszego dziecka moich dziadków bo mały Edmund Karol Janiszewski zmarł w Głownie dnia 30.10.1888 roku w wieku 11 miesięcy. Myślę, że było to dla młodego małżeństwa bardzo bolesne przeżycie.
To akt urodzenia mojej ukochanej Cioci, która była opiekunką  młodszego rodzeństwa i mimo dwóch ślubów nie miała nigdy własnych dzieci. Według indeksów z Głowna w 1916 roku Ciocia Marianna Stanisława Janiszewska w wieku 26 lat poślubiła 33 letniego wdowca Franciszka Muszyńskiego syna Władysława i Marcjanny z Szczygielskich, który miał Skład Win i Wódek w Głownie, a Ciocia tam była sklepową. Później poślubiła jakiegoś Lebiodę, ale nic bliższego o nim nie wiem. Dla mnie była najczulszą opiekunką  w dzieciństwie i bardziej ją kochałam niż moja nerwową matkę. Wszystko co we mnie jest dobre zawdzięczam wczesnemu dzieciństwu i mojej ukochanej Cioci Niuni.

To akt urodzenia mego ukochanego Taty Władysława Janiszewskiego, a chrzestną była Apolonia Janiszewska przyrodnia siostra mego dziadka.Rok później Apolonia Janiszewska poślubiła Jana Paszkiewicza i rodziny mieszkały w kamienicy przy Rynek 9. Najzabawniejsze jest to, że świadkiem zgłoszenia narodzin mego Taty był jego dziadek Mateusz Janiszewski, który miał 65 lat i w dniu 2.10.1892 r urodziła się jego córka Leokadia. Wygląda na to, że ciocia była o kilka miesięcy młodsza od mego Taty.
To akt urodzenia Stefana Franciszka Janiszewskiego urodzonego w Głownie 14 sierpnia 1894 roku. Chrzestną jego była Zofia Zielińska przyrodnia siostra mego dziadka, a świadkiem był jej mąż Michał Zieliński.
Niestety mały Stefan Franciszek Janiszewski urodził się w okresie epidemii cholery i zmarł po 2 dniach 17 sierpnia 1894 roku.
Ksawery Felix Janiszewski urodził się w Głownie dnia 6 września 1895 roku, a chrzestnymi jego byli Michał Zieliński mąż Zofii z Janiszewskich przyrodniej siostry mojego dziadka i Eleonora Zielińska z domu Bekrycht córka Piotra i Agnieszki Trzcińskiej.

To akt zgonu Ksawerego Feliksa Janiszewskiego, który zmarł w dniu 3 lutego 1896 roku w wieku 6 miesięcy.

środa, 10 lutego 2016

WŁADYSŁAW JANISZEWSKI ( 1892 - 1969 )

       Najtrudniej pisać o najważniejszej osobie w mim życiu, którą znałam i z którą mieszkałam przez 24 lata. Jest tak wiele informacji i równocześnie tak wielu brakuje, bo nie zapytałam w odpowiednim czasie. Postaram się jednak opisać jego życie z mojej perspektywy i wiedzy jaką teraz posiadam z zamiarem uzupełniania informacji w miarę ich pozyskiwania. Zamieszczę także skany metryk i nieliczne zdjęcia jakie mi pozostały.
       Mój tata urodził się jako trzecie dziecko Jana i Stanisławy z Lachowiczów Janiszewskich w Głownie w dniu 18 kwietnia 1892 roku o godzinie 6 rano. Chrzest jego został zapisany w akcie nr 28 z dnia 24 kwietnia 1892 roku.
Przetłumaczyłam ten akt:

28.Głowno. Działo się w miasteczku Głowno 12(24) kwietnia 1892 roku o godzinie 3 po południu. Stawił się osobiście Jan Janiszewski szewc 27 lat liczący w Głownie zamieszkały w przytomności Jana Majewskiego 45 lat i Mateusza Janiszewskiego 65 lat liczących obu szewców z Głowna i okazał nam dziecię płci męskiej oświadczając, że urodziło się w Głownie 6(18) kwietnia tego roku o godzinie 6 rano z jego prawowitej żony Stanisławy z Lachowiczów 26 lat liczącej. Dziecku temu przy chrzcie świętym dziś udzielonym przez Księdza Franciszka Anusz administratora tutejszej parafii dano imię Władysław, a chrzestnymi jego byli wyżej wymieniony Jan Majewski i Apolonia Janiszewska. Akt ten zgłaszającemu i świadkom nie umiejącym pisać przeczytany my tylko podpisaliśmy.

Z tego aktu dowiedziałam się, że świadkiem chrztu był dziadek mego taty Mateusz Janiszewski, którego nieco odmłodzono do aktu ponieważ miał już ukończone 66 lat i podobnie ojciec dziecka był nieco starszy bo miał ukończone 28 lat. Wiek matki był zgony z metryką jej urodzenia. Dowiedziałam się także, że matką chrzestną mego taty była Apolonia Janiszewska przyrodnia siostra mego dziadka i córka Mateusza Janiszewskiego z jego drugiego małżeństwa z Wiktorią Wasielewską, która miała wówczas 23 lata. Jak ustaliłam na podstawie metryk Apolonia w 1893 roku wyszła za mąż za Jana Paszkiewicza i była matką Wiktorii, która wyszła za mąż za st.felczera z Głowna Józefa Sujkę, a ich córką była Wacława z Sujków Rydzyńska, autorka wielu książek o Głownie, w którym nadal mieszka.
Mój tata wychował się w licznej rodzinie bo jak ustaliłam na podstawie metryk babcia urodziła 11 dzieci, których do dorosłości przeżyło sześcioro, ale jak wspominał tata urodziło się dwanaścioro dzieci i mój dziadek musiał być dobrym szewcem skoro utrzymał tak liczną rodzinę i w dodatku wybudował dom przy rynku w centrum Głowna. Pierwszy syn i brat mego taty zmarł w dzieciństwie i  tata został najstarszym synem, którego rodzice postanowili wykształcić i zapewnić mu lepszy status społeczny. Moja babcia Stanisława Janiszewska miała wujka Jana Galskiego ( brata jej matki Florentyny), który był pisarzem gminnym i pragnęła takiego zawodu dla swego syna. Jak wspominał mój tata uczył się w Głownie i spełniając te marzenia rodziców już w 1912 roku został pomocnikiem pisarza gminnego, a praktykę tę odbywał w Ujeździe, gdzie po 35 latach zamieszkał w 1948 roku z nakazem pracy jako sekretarz gminy i urzędnik stanu cywilnego. Niestety nie udało mi się jeszcze odzyskać dokumentów mego taty jakie złożył w ZUS przechodząc na emeryturę, ale jeszcze mam nadzieję na uzupełnienie tych danych dotyczących jego wykształcenia i przebiegu pracy zawodowej do 1939 roku.
Jedynym zdjęciem taty jakie mam z okresu sprzed 1939 rokiem jest to poniżej, gdzie tata w stroju kąpielowym stoi nad brzegiem rzeki Mrogi w Głownie. Nie potrafię dokładnie określić jego wieku, ale na podstawie wyglądu i kondycji jaką miał wówczas sądzę, że miał ok 45 lat czyli datuję ok 1835 roku.
Mój tata miał jeszcze dwóch młodszych braci Antoniego i Klemensa oraz trzy siostry, ale po śmierci ich ojca Jana Janiszewskiego w 1924 roku, to na moim tacie i jego starszej siostrze spoczął obowiązek opieki nad babcią oraz młodszym rodzeństwem i nie mógł myśleć o założeniu oraz utrzymaniu rodziny.
Wiem ze wspomnień mojego taty, że jego ulubioną rozrywką była gra w brydża i preferansa oraz polowania, a wyżeł do polowań na ptaki Lord mieszkał z nami jeszcze w Ujeździe do ok 1950 roku. Pamiętam broń myśliwską mego taty, która wisiała w schowku i była także pewnym zabezpieczeniem w tych trudnych czasach, bo mieszkaliśmy w mieszkaniu służbowym na terenie gminy.
Wracając do dzieciństwa mego taty to uczył się wyłącznie po rosyjsku gdyż Głowno znajdowało się pod zaborem rosyjskim. Doskonale znał wiersze Puszkina i Mickiewicza, więc gdy chorowałam jako dziecko nosił mnie na rękach i zabawiał wierszami mówionymi po rosyjsku. Uwielbiałam jego bliskość, miłość i opiekę oraz fascynowały mnie te dziwnie brzmiące wiersze, których szybko nauczyłam się na pamięć. To właśnie memu tacie zawdzięczam tak dobrą znajomość tego języka, że nawet po pół wieku bez trudu tłumaczę rosyjskojęzyczne metryki.
Znając mego tatę z jego pracowitości i zdolności wiem, że świetnie opanował prawo, którego znajomość była niezbędna przy pracy urzędnika oraz buchalterię i finanse budżetowe. W okresie przedwojennym był jednym z organizatorów Kasy Pożyczkowej w Bratoszewicach i za jej prowadzenie otrzymywał ok 100 zł miesięcznie. Ze wspomnień taty wiem, że w sprawach prawnofinansowych spotykał się z hrabią Ostrowskim w czasie przed I wojną Światową w Ujeździe oraz przed II wojną światową z hrabią Rzewuskim w Bratoszewicach, ale ja najbardziej pamiętam jak po 1948 roku pomagał młynarzom i piekarzom przed zabraniem ich młynów i piekarni. Doskonale wiedział, że analfabeci partyjni jacy rządzili Polską zniszczą podstawy żywienia ludności. Z okresu przedwojennego mam dwa zdjęcia mego taty z rowerem, bo takim pojazdem poruszał się na terenie gminy.


W czasie okupacji hitlerowskiej Bratoszewice znalazły się przy granicy Rzeszy i Generalnej Guberni i były miejscem bezustannych akcji przemytniczych, a szmuglowano żywność, broń i ludzi. Dla wielu z powodów politycznych i rasowych ratunkiem były dokumenty wystawiane przez gminnych urzędników z Bratoszewic i równocześnie żołnierzy AK , a byli to mój tata Władysław Janiszewski i Józef Ciesielski prowadzący urząd ewidencji ludności. O tej działalności mego taty dowiedziałam się dopiero z książki pani Alicji Król-Kamińskiej " Z dziejów Bratoszewic" wydanej w 2008 roku oraz ze wspomnień Tadeusza Białasa o jego ojcu Władysławie Białasie komendancie Kedywu AK Głowno. W 2014 roku przeczytałam i kupiłam książkę oraz opracowanie Tadeusza Białasa " Z rodzinnego archiwum", aby naocznie sprawdzić zawarte w nich zapisy dotyczące mego ojca, bo oczywiście ze względu na moje bezpieczeństwo za czasów PRL nigdy mi tata o tym etapie swego życia nie opowiadał. Materiały na temat działalności mego taty w AK w czasie wojny zostały zebrane już po jego śmierci przez Komisję Historyczną do Spraw AK przy ZBOWiD w Łodzi z 19 stycznia 1970 r. A to strona 116 i 117 wyżej wspomnianej książki wraz z pismem podpisanym przez mego tatę:


Z okresu okupacji mam zdjęcie mego taty stojącego przed budynkiem gminnym w towarzystwie kogoś kogo nie znam. Nasze mieszkanie służbowe znajdowało się w tym samym budynku.

W 1943 roku moja matka została wdową po adwokacie Józefie Czodrowskim, którego hitlerowcy zamknęli i w ciągu kilku miesięcy uśmiercili w Obozie Koncentracyjnym na Majdanku w Lublinie i przyjechała do brata, którego Niemcy wysiedlili z rodziną z Bydgoszczy do Skierniewic. Pod koniec 1944 roku moi rodzice poznali się w cukierni w Skierniewicach, gdzie tata przebywał ze znajomymi i była to podobno miłość od pierwszego wejrzenia, bo jak matka wspominała powiedział: Ja się z panią ożenię, co jak wiem się urzeczywistniło rok później. Zbliżał się front i krążyły wieści o przerażających aktach gwałtów na polskich kobietach jakich dopuszczali się sowieccy żołnierze i mój tata znając biegle język rosyjski postanowił temu zapobiec. Rosyjski major został zakwaterowany w gminie i żołnierze w budynkach gospodarczych, a moja ciocia, starsza siostra taty, gotowała im gary ziemniaków do których dodawali tłuszcz z puszek. Mój tata tak dobrze znał rosyjski, że świetnie dogadywał się z tym majorem i zadbał aby dopilnował żołnierzy i zapewnił spokój Bratoszewicom. Ów żołnierz sowiecki zapałał taką sympatią do mego taty, z którym mógł się swobodnie porozumieć, że obiecał odwiedzić go w Bratoszewicach w drodze powrotnej spod Berlina. Rodzice wzięli ślub w imieniny taty czerwcu 1945 roku, a ja urodziłam się już w październiku w klinice Łodzi, no a ten major sowiecki, który właśnie wracał do ZSRR przewiózł mego tatę, matkę i mnie wojskowym gazikiem z Łodzi do Bratoszewic, bo na drogach do Łodzi było bardzo niebezpiecznie.
Oto akt ślubu moich rodziców:
Moim chrzestnym został chrzestnym został Żyd z Łodzi o nazwisku Wilken, któremu mój tata wyrobił dokumenty ratujące życie i który w Bratoszewicach przeszedł na katolicyzm. Ja nigdy go nie widziałam i tylko moja matka w czasie wizyt w Łodzi widziała go przygnębionego powojenną sytuacją w Polsce.
 Powojenne życie mego taty opiszę w następnym poście.



czwartek, 21 stycznia 2016

Mocny pień mojego drzewa rodzinnego

    Zebrałam dużo metryk rodzinnych i dotarłam do XVIII wieku więc miałam dylemat, jak pokazać to drzewo i czy zacząć od najdalszych korzeni, czy raczej zacząć tylko od części nadziemnej i siebie zostawić u podstawy drzewa. Dylemat się rozstrzygnął w momencie, gdy zrozumiałam po co robię te poszukiwania genealogiczne. Ja chcę się pod tym drzewem schronić, a oni we mnie żyją nadal mimo, że są materialnie tylko częścią ziemi ! Skoro żyją to będę budowała tę wielką koronę z konarów, gałęzi i gałązeczek aby rosło na magicznej zielonej łące mojej wyobraźni i pamięci.

 DRZEWO

Jestem maleńkim ptaszkiem w ogromnym, szczęśliwym drzewie,
A to drzewo nie rośnie w lesie, bo samo Jest całym lasem.
W nim mój początek, pamięć i zaniemówienie,
Bo nie chce być nazwane żadnym wyrazem.

Czesław Miłosz z tomu "Piesek przydrożny" z 1999 roku

Oto pokolenia moich przodków:

1. Rodzice: Władysław Janiszewski i Marianna z Witeckich ( Wieteckich ) Czodrowska
2. Dziadkowie: Jan Janiszewski i Stanisława Lachowicz
3. Pradziadkowie: Mateusz Janiszewski i Marianna Koszewska
4. Prapradziadkowie: Szczepan Janiszewski vel Janusz i Jadwiga Więcławska vel Więcławek
5. Praprapradziadkowie: Grzegorz Janusz (Janus) vel Janiszewski i Agnieszka Ziętara vel Zientara.
6. Prapraprapradziadkowie: Filip Janusz vel Janus vel Janiszewski i Marianna
Na tym kończą się dotychczasowe moje możliwości odnalezienia bezpośrednich przodków więc Filip oraz jego żona Marianna Janiszewscy vel Januszowie urodzeni ok.1730 roku, byliby najstarszymi znanymi mi z imienia przodkami. Nie tracę jednak nadziei, że dzięki skanom metryk umieszczanym w internecie oraz pracy przy indeksowaniu tych metryk setek wolontariuszy ( w tym mojej ) odnajdę jeszcze wiele powiązań rodzinnych.
Poznałam już kilka osób żyjących współcześnie w Polsce i za granicą, z którymi odnalazłam wspólnych przodków i jest to wynik kontaktów na forum genealodzy.pl. To fascynujące zajęcie podobne do pracy kryminologa i te kilka lat jakie poświęciłam na poszukiwania były okresem pełnym emocji.
W następnych postach będę kolejno przedstawiała odnalezione dane i osobowości moich przodków, opiszę te wielkie emocje jakie z każdym były związane oraz naświetlę tło historyczne w jakim żyli. Niestety zdjęć mam bardzo mało z powodu niefrasobliwości mojej matki i jej skłonności do niszczenia ważnych dokumentów. Pamiętam z dzieciństwa wiele zdjęć mego taty i jego rodziny, ale matka likwidując mieszkania mojej cioci Marianny Lebiodowej w Głownie oraz nasze rodzinne w Ujeździe wyrzuciła zdjęcia, dokumenty i inne ważne pamiątki.
Teraz mam jedynie nadzieję na dokumenty w archiwum ZUS dotyczące pracy mego taty, o ile w końcu pozytywnie uda mi się przejść przez biurokrację tej instytucji, gdzie od 2 lat trafiam na mur głupoty. 
Po przedstawieniu osoby mego ukochanego taty przejdę do dziadków i kolejno przedstawię rodzeństwo taty, a następnie opiszę kolejno dzieje pradziadków i ich dzieci, prapradziadków i ich dzieci oraz praprapradziadków i ich dzieci. Następnie przejdę do rodów powiązanych z Janiszewskimi i jest to także wielka rodzina Lachowiczów, Galskich, Miklaszewskich, Snopczyńskich, Poradowskich i Zarzyckich , a także Zielińskich, Perlińskich, Wasilewskich, Cholewińskich, Rutkowskich, Lewandowskich, Paszkiewiczów  i innych rodów z Głowna.

wtorek, 19 stycznia 2016

Jak to się zaczęło ?

    Samotność, jak dobrze znam jej imię! Urodziłam się 70 lat temu w klinice w Łodzi i pozostałam jedynym dzieckiem moich nie młodych rodziców.
Bratoszewice maj 1946 r
 Bratoszewice maj 1946 na rękach matki
Rodzice w tym czasie mieszkali w Bratoszewicach k/ Głowna i tu w wieku 2 lat zaczęłam chodzić do przedszkola i z  żalem patrzyłam na liczne rodzeństwo moich koleżanek.
Bratoszewice, 1947 r

Bratoszewice lato 1947 r stoję między rodzicami
Bratoszewice lato 1947, z ukochanym tatusiem
Podobnie było w Ujeździe k/Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie zamieszkaliśmy w gminnym mieszkaniu służbowym bo w 1948 roku mój tata dostał nakaz pracy jako sekretarz gminy i urzędnik stanu cywilnego.
Ujazd, zima 1948 stoję przed urzędem gminy gdzie było nasze mieszkanie służbowe

Tego okresu już sięga moja pamięć i doskonale pamiętam uczucie samotności pośród kochających mnie ludzi rodziców i cioci Niuni starszej siostry mego taty. Także chodziłam do przedszkola i następnie do szkoły podstawowej w Ujeździe, gdzie miałam wiele koleżanek, ale samotność w domu i wielka opiekuńczość rodziny z powodu mojej chorowitości bardzo mnie męczyły.
Ujazd, lato 1950 r stoję trzecia od lewej. Na zdjęciu jest od lewej: Hania Durska jej kuzynka Grażynka, ja i Ela Bilewiczówna
Ujazd, styczeń 1953 pierwsza klasa szkoły podstawowej. W górnym rzędzie nauczycielki, z prawej: Janina Pryczek, ja stoję od prawej, obok Danusia Bechówna i Ewa Reszkówna, ukucnęły od prawej: Małgosia Majda, Iza Orlich i Lucynka Słoń 
Ujazd, przed szkołą  wrzesień 1954 stoję z lewej z Olą Wąchała, a między nami nauczycielka pani Dudzianka, która później została żoną nauczyciela historii Leona Jaśkiewicza.

Ujazd, lato 1954 w ogrodzie organistówki kościelnej
Ujazd , lato 1954 w parku Ostrowskich przy stawie

Ujazd, wrzesień 1954 , na schodach do szkoły II klasa szkoły podstawowej
Ujazd wiosna 1955 r
W 1959 roku rozpoczęłam naukę w II LO w Tomaszowie Mazowieckim i ukończyłam w 1963 roku z zamiarem studiowania socjologii, ale na studia się nie dostałam a mojego tatę natychmiast przeniesiono na emeryturę. Mama nigdy nie pracowała więc znów pozostałam w domu rodziców i rozpoczęłam pracę w urzędzie powiatowym w Brzezinach.
Ujazd 1961 
Ujazd, wiosna 1961 klęczę i wygłupiamy się z Tereską Reszkówną w parku

Ujazd, wiosna 1961 na schodach pałacu z Tereską Reszkówną

Ujazd, 1962 zdjęcie z legitymacji PKS do biletu miesięcznego na dojazdy do II LO w Tomaszowie Mazowieckim 
Ujazd, 1964 rok gdy podjęłam pierwszą pracę w Urzędzie Powiatowym w Brzezinach i codzienne dojazdy to była prawdziwa droga przez mękę

Ujazd, 1965 rok, gdy zaczęłam pracować w Tomaszowie Mazowieckim w Banku Spółdzielczym
Poznań 1965 rok na Targach Poznańskich 
Poznań 1965 wycieczka na Tragi Poznańskie i jest tu moja matka w wieku 50 lat
Cieszyn, marzec 1968 wycieczka z Wisły, gdzie byłam na wczasach do zamku w Cieszynie. Przyjechałam  stamtąd z depresją, ale nie wiedziałam jeszcze, że w czerwcu tego roku tuż po moich imieninach nagle umrze w Szczecinie moja ukochana Ciocia Niunia ( Marianna Lebioda - siostra taty).

Lata 1968 i 1969 były dla mnie strasznie trudne i poczucie ogromnej samotności było szczególnie bolesne, bo w dniu 25 czerwca 1968 roku zmarła nagle moja ukochana ciocia Niunia, która mnie i ja ją bezgranicznie kochałam, a mój tata przeżył załamanie nerwowe i zdrowotne po jej śmierci i zmarł w dniu 7 września 1969 roku. W grudniu 1968 roku zamieszkałam w swojej długo oczekiwanej kawalerce w Tomaszowie Mazowieckim i w październiku spotkałam swego późniejszego męża. Chyba z powodu tego ogromnego poczucia osamotnienia zdecydowałam się na ślub z Tomczykiem w listopadzie 1969 roku, ale można by tu zaśpiewać piosenkę Ewy Bem:" Wyszłam za mąż zaraz wracam", bo małżeństwo rozpadło się już w 1970 roku, gdy nasza córka miała kilka miesięcy.
Tomaszów Maz, 29 listopad 1969 r.
Tomaszów Maz, 1969 na zdjęciu życzenia składa mi moja niewidoczna tu teściowa i siostra Andrzeja Tomczyka, a za nimi stoją moja matka i moja koleżanka, która była świadkiem ślubu, za nią stoi Słowak Adamek z Bratysławy, który nas wiózł do ślubu.
Tomaszów Maz, listopad 1969 Andrzej Tomczyk mój ówczesny mąż
Tomaszów Maz, listopad 1969 Aurelia Tomczyk moja teściowa na naszym ślubie. Niestety od początku poznania nie lubiła mnie i ja także nie potrafiłam jej polubić, co jest dość powszechnym schematem: teściowa - synowa
Tomaszów Maz, mój teść Stanisław Tomczyk przed 1964 rokiem majster w Zakładach "Wistom", który powiesił się po kilkukrotnym zatruciu siarczkiem stosowanym do produkcji właśnie w 1964 roku i nigdy go nie dane mi było go poznać. Widać jaki Andrzej był podobny do ojca.

Tomaszów Mazowiecki, grudzień 1970 Andrzej Tomczyk jeszcze mój mąż i widać jaki miał zabójczy urok, a do tego pięknie śpiewał i grał na gitarze. Niestety, nie tylko mnie tak się podobał więc szybko miałam dość jego zdrad i kłopotów finansowych jakich dostarczał z tytułu alimentów na syna Jacka z pierwszego małżeństwa. Miał takie zaległości u komornika, że dostał wyrok więzienia i zataił to przede mną przed ślubem. Potem ja pracowałam i spłacałam jego długi do czasu narodzin naszej córki, ale w końcu powiedziałam dość gdy pobił się z moją matką. Dostał wyrok za pobicie i małżeństwo na początku 1971 roku praktycznie przestało istnieć, mimo iż rozwód formalny nastąpił w 1978 roku. 
Tomaszów Mazowiecki 25 grudnia 1970 r chrzest naszej córki Małgorzaty
Tomaszów Mazowiecki, 1970 rok. Na zdjęciu widać jak bardzo już byłam nieszczęśliwa i przygnębiona zachowaniem męża.

Później sama dźwigałam ciężar życia i zamieszkała ze mną matka, która opiekowała się moją córką gdyż musiałam pracować na utrzymanie rodziny. Życie toczyło się szybko dalej  w nawale obowiązków  rodzinnych i zawodowych, ale bez własnego życia osobistego, aż do 1978 roku gdy rozpoczęłam naukę w zaocznym policealnym studium finansów w Łodzi, aby podnieść swoje kwalifikacje zawodowe.
Ujazd, 1972 w zakładzie fotograficznym Kozakow

Tomaszów Mazowiecki 1972 r pierwsza z lewej siedzę i ekipa pracowników Wydziału Zdrowia, która zabezpieczała prawidłowe działanie wszystkich jednostek leczniczych na terenie Tomaszowa Mazowieckiego łącznie z opieką społeczną. Nie było komputerów i nie było potrzeby marnowania pieniędzy na urzędników, a opieka zdrowotna była nieporównywalnie lepsza niż obecnie i nikt latami nie czekał na wizyty u specjalistów. Postęp w medycynie niszczą obecne niesamowite przerosty biurokratyczne.
Tomaszów Mazowiecki , 1974 rok okres pracy jako księgowa w Technikum Samochodowym w Tomaszowie Mazowieckim
Częstochowa, 1977 rok gdy pracowałam jako księgowa w Zarządzie Dochodów Państwa w Częstochowie, Oddział z siedzibą w Tomaszowie Mazowieckim
Częstochowa, 1977 rok w przerwie zebrania stoję wśród współpracowników Zarządu Dochodów Państwa i Kontroli Finansowej. Właśnie w trakcie pracy w resorcie finansów państwa rozpoczęłam naukę w Policealnym Studium Finansów 
Lisi Jar, lipiec 1977 roku wczasy z córką, a tu wieczorek towarzyski kończący turnus, po lewej małżeństwo z Bytomia i dwie nauczycielki z Tarnobrzega.

W 1978 roku poznałam mieszkającego w Łodzi uroczego mężczyznę, który miał przerwać moją samotność i być podporą w życiu, ale czasy były niespokojne, musiał wyjechać do USA i niestety nie wrócił, a ja w październiku 1979 roku urodziłam syna Macieja. Po śmierci mojej matki w 1997 roku wyprowadziliśmy się z synem z Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie przeżyliśmy wiele trudnych i tragicznych wydarzeń, które nas przytłaczały i zamieszkaliśmy w Prusach k/Rawy Mazowieckiej.
Tomaszów Maz, czerwiec 1980 r z moim  półrocznym synem przed blokiem na Niebrowie gdzie mieszkaliśmy.
Tomaszów Mazowiecki, lato 1980 na łące przed blokiem na Niebrowie, gdzie biwakowałam z matką i dziećmi








W 2010 roku rozpoczęłam intensywne poszukiwania genealogiczne w internecie, szczególnie w portalu "genealodzy.pl", gdzie znalazłam setki metryk dotyczących mojej rodziny ze strony taty - Janiszewskich i ze strony matki - Wieteckich. Poznałam ich losy czytając metryki i składając ich losy na tej podstawie. Zauważyłam, że rodzina Janiszewskich bardzo się sobą nawzajem opiekowała i liczne rodzeństwo moich dziadków i pradziadków było z sobą silnie związane emocjonalnie. Przeciwnie działo się w rodzinie Wieteckich, która była skłócona i nieszczęśliwa.
Gdy przeczytałam dzieje tych rodów postanowiłam schronić się pod cieniem wielkiego drzewa Rodu Janiszewskich w nadziei, że spotkam ich po drugiej stronie życia i nareszcie będę szczęśliwa w wielkiej i kochającej się rodzinie.
   Moja kochana ciocia Niunia - Marianna Lebioda, najstarsza siostra mego taty, pragnęła bym nie zapomniała o swoich dziadkach Janie i Stanisławie z Lachowiczów Janiszewskich pochowanych na cmentarzu w Głownie i sądziła iż także będzie pochowana w grobie rodziców w Głownie. Niestety zmarła nagle w Szczecinie, gdzie pojechała w wieku 79 lat, by odwiedzić rodzinę i w Szczecinie na Cmentarzu Centralnym jest jej samotny grób.
Moja córka agresywnie zajęła grób moich rodziców w Ujeździe, więc i ja będę pochowana samotnie i daleko od rodziny i ten blog jest jedyną łączącą naszą rodzinę Janiszewskich pamiątką.
Dopóki pamięć o zmarłych nie ginie, dopóty w nas żyją i dlatego będę przedstawiała moich Janiszewskich, zamieszczała ich zdjęcia, metryki i opisywała liczne powiązania rodzinne tworząc w ten sposób wielkie drzewo Rodu Janiszewskich. 
A oto mój wiersz:

GENEALOGIA

Odkrywam drzewo z opiekuńczymi 
ramionami moich przodków.
Wykopuje ich ze starych ksiąg
i sadowię na konarach, gałęziach i gałązkach,
w słońcu obok ptaków i liści.

Poznaję ich radości i smutki,
poznaję ich tajemnice z bezczelną
radością odkrywcy, 
oglądam stroje i dostojne miny.

Czasami nawet płatają mi figle
bawiąc się w chowanego,
a ja niczym detektyw śledzę
ich ruchy na mapie.

Ja, zawsze pojedyncza
i unikająca tłumów
skrywam się w cieniu
tego wielkiego i gwarnego drzewa.

Prusy, 2016